niedziela, 29 kwietnia 2012

Rozdział 5


          Kiedy wróciła do domu miała niesamowicie dobry humor. Przywitała się z mamą i od razu pobiegła do swojego pokoju, żeby sprawdzić ile tak naprawdę ma materiałów na zmontowanie filmu. Usiadła na łóżku i wzięła laptopa na kolana. Włączył się. Włożyła płytę do odtwarzacza i po chwili wyświetlił się folder zawierający kilka filmików z balu, z zeszłego roku. Włączyła pierwszy z nich. Wtedy poczuła, że siły ją opuszczają. Na scenie stała koszmarna piątka. Harry, Zayn, Niall, Liam i Louis. Uderzyła się dłonią w czoło. Miała dość tego swojego cholernego pecha, ale musiała wziąć się w garść. Zaczęła sie obróbka krótkich filmów i całej reszty materiału. Nie miała pomysłu jak może to wszystko ukazać, jak rozpocząć film. Powiedziała nauczycielce, że to zrobi, więc da radę!
          Czas mijał szybko, nawet w szkole. Piątek okazał się bardzo luźny. Wróciła do domu, jej mama akurat przyrządzała obiad.
 -Pomóc w czymś? – zapytała uśmiechając się szeroko.
 -Nie córeczko – Juliette odwzajemniła uśmiech i dalej mieszała coś w garnku.
Lucy zajrzała do jednego z parujących naczyń. Mielone… Fuj.
 -Co tak właściwie jest na obiad? – zapytała.
 -Spaghetti – wyjaśniła mama.
 -Wiesz co. Ja chyba zjem bułkę z serem – oznajmiła Lucy marszcząc czoło.
          Juliette była zaniepokojona. Jej córka nie chciała nic jeść, oprócz tych wegetariańskich dań. Obawiała się, że może jej to w jakiś sposób zaszkodzić, ale nie chciała się wtrącać, bo Lucy żywiła się tak od dobrych pięciu lat. Starała się nie zwracać uwagi na córkę i zajmowała się przygotowaniem obiadu.
          Po godzinie Lucy rozsiadła się w salonie, czekała na korepetytora. Chciała jak najszybciej zacząć się uczyć. Kiedy zadzwonił dzwonek podniosła się z fotela i ruszyła w kierunku drzwi, ale Juliette była pierwsza. Otworzyła je szeroko. Na progu stał blondyn i uśmiechał się szeroko.
 -Nie pomyliły ci się czasami domy?
 -Lucy – ofuknęła ją mama.
Brunetka tylko wzruszyła ramionami, Niall podrapał się po głowie.
 -Co tak stoisz? – Zapytała Juliette. – Wejdź – poleciła blondynowi.
 -Taa – mruknęła Lucy. – Chodź do salonu. Skoro już jestem skazana na twoją obecność, to niech to jak najszybciej się skończy.
 -Lucy! – jej mama straciła dobry humor.
           Niall zdjął buty i poszedł za Lucy. Gdyby wiedział, że to ją ma uczyć na pewno by się nie zgodził. Usiadł naprzeciwko niej. Wyciągnął z plecaka książkę i rzucił ją na stół.
 -Musimy przerobić ją w ciągu pierwszego semestru – powiedział, a mina Lucy zrzedła.
Spojrzała na blondyna spode łba.
 -Nie patrz tak na mnie – mruknął.
Odwróciła wzrok. Nie miała ochoty uczyć się właśnie z nim, jednakże nie chciała też narzekać.
 -Zaczynamy od dzisiaj? – zapytała wkurzona.
Chłopak zastanowił się.
 -To już zależy od ciebie. – Stwierdził od niechcenia.
Lucy westchnęła głośno i spojrzała na książkę. Nie była na siłach, żeby zaczynać już teraz, ale nie wiedziała jak odmówić. Zależało jej, żeby nadrobić szybko cały materiał.
 -Zacznijmy – wymamrotała nie wierząc we własne słowa.
Niall pokiwał głową. Otworzył książkę i zaczął coś tłumaczyć.
Ta godzina dłużyła się niemiłosiernie. Lucy patrzyła na Nialla z nieskrywaną niechęcią. Blondyn jednak starał się ją jakoś przejrzeć. Była otwartą księgą, którą każdy mógł przeczytać, ale rozumieli ją tylko nieliczni. Zerkał na nią często, najczęściej, gdy skupiała całą swoją uwagę na jakimś tekście. Nie darzył jej zbyt pozytywnymi uczuciami, jednak musiał przyznać, że była naprawdę ładna. Piękne duże, zielone oczy okalane przez gęste rzęsy, słodkie piegi, pełne usta i ten uśmiech… Niall! Opanuj się – zganił się w myślach. Nie chciał tak o niej myśleć, nie była dziewczyną dla niego. Zawsze chciał mieć przy boku kogoś, kogo można łatwo zrozumieć, a Lucy taka nie była.
 -No dobra – oznajmił po godzinie – To będzie na tyle, kiedy się teraz spotykamy? – zapytał.
 -A musimy? – mruknęła.
Kącik ust Nialla drgnął. Według niego, ta sytuacja robiła się coraz bardziej komiczna. Wstał i spojrzał na nią wymownie.
 -Posłuchaj  -mruknął. –Jeśli zależy ci na nauce tego języka, to jesteś zmuszona na moje towarzystwo. W szkole, poza nauczycielką tylko ja władam biegle hiszpańskim, więc lepiej pogódź się z tym, że to JA cię uczę, albo pożegnaj się z indywidualnymi lekcjami – powiedział.
Lucy nie wiedziała co ma powiedzieć, chciała wygarnąć Niallowi to co o nim myśli, jednak nie potrafiła wydobyć z siebie głosu. Zdała sobie sprawę, że musi się opanować. Przymknęła powieki i westchnęła.
 -Poniedziałek, osiemnasta? – zaproponowała.
Chłopak skinął głową. Gdzieś w głębi duszy cieszył się na kolejne spotkanie z tą zadziorną szatynką.
          Louis zerknął na Harrego. Jego przyjaciel cały czas marudził, o „farcie” Nialla. Marchewkożerny nie miał ochoty tego słuchać. W ich domu nie mówiło się już o nikim innym, tylko o Lucy. Lucy to,  Lucy tamto… Miał tego dość!
 -Wiesz co Harry? – zapytał spoglądając na bruneta, który tylko pokręcił głową. –Nie znam tej całej Lucy, ale już jej nie lubię – mruknął i podniósł się zrzucając z kolan nogi Harrego.
          Loczek patrzył na swojego najlepszego przyjaciela z wytrzeszczem. Co mogło mu się stać? Nie miał pojęcia… Pierwszy raz był świadkiem takiego zachowania Lou. Tomlinson, zawsze skory do rozmowy i śmiechu, a teraz był jakiś przybity, a Harry czuł się bezsilny. Nie umiał mu pomóc, bo nie znał powodu jego coraz częstszych fochów.
Wstał i ruszył w kierunku schodów. Louie musiał być w swoim pokoju, bo to właśnie tam zazwyczaj się ukrywał.
Nie pukając wszedł do środka. Szatyn siedział na łóżku z podkulonymi nogami. Łokcie opierał o kolana, a twarz schował w dłoniach. Harry podszedł do niego i pogłaskał delikatnie po ramieniu.
 -Louie, co się stało? – wyszeptał z przejęciem.
Lou nawet na niego nie spojrzał. Podciągnął tylko nosem w milczeniu.
 -Harry zostaw mnie samego – wymamrotał i nie patrząc na Loczka położył się na boku, tyłem do niego.
 -Ale… - zaczął Hazza.
 -Prosiłem Cię, żebyś mnie zostawił! – zagrzmiał Louis siadając, a zaskoczony Harry patrzył na niego zdezorientowany.
          W jego zielonych oczach zaczęły zbierać się łzy. Chciał tylko porozmawiać z Louisem, ale jego przyjaciel najwyraźniej nie miał na to ochoty. Przygryzł nieporadnie wargę i spojrzał wprost w szare tęczówki szatyna.
 -Harry… - wyjąkał. – Przepraszam, nie powinienem… Chodź do mnie – wyszeptał rozszerzając ramiona.
Loczek przyjął to z ulgą. Wtulił się w klatkę piersiową Louisa. Wdychał dobrze mu znany zapach perfum. Tomlinson gładził go delikatnie po plecach co jakiś czas szepcząc: „Przepraszam”. Nie miał za co przepraszać. Harry rozumiał, że każdy może mieć czasami gorszy dzień i Lou właśnie taki przeżywał. Położył dłoń na piersi szatyna i zaczął kreślić palcami drobne kółka na jego ciele.
 -To ja przepraszam – wymamrotał uświadamiając sobie, dlaczego Louis mógł być w takim humorze.
 -A wiesz chociaż za co? – zapytał.
Harry spojrzał na twarz swojego przyjaciela i pokiwał głową. W oczach Lou pojawiły się te słodkie iskierki.

-*-
*Wybaczcie . Miało być wczoraj , ale zorganizowany grill zepsuł mi plany ;) 
A więc , rozdziały będę starała się dodawać co trzy , cztery dni ;>
Mam nadzieję , że to Was usatysfakcjonuje xD
Nie będę przeciągać . 
Dacie radę z 15 komentarzami ? :D

W następnym rozdziale :
 -Prowadzę, nie przeszkadzaj mi  - mruknął tylko i na powrót wbił spojrzenie w przednią szybę. 
[...]
 -To zatrzymaj to cholerne auto i ze mną porozmawiaj! – wrzasnął ponownie. 
Tomlinson rzucił wiązanką przekleństw i skręcił w jakąś boczną uliczkę. [...]
 -Wytłumacz mi o co ci tak naprawdę chodzi – zażądał przyglądając się badawczo szatynowi. 



czwartek, 26 kwietnia 2012

Rozdział 4


              Co ona sobie wyobrażała? To był tylko jakiś obcas! A przecież przeprosił! Nie chciał zrobić jej krzywdy, nie chciał żeby się przewróciła i tym samym on wylądował na ziemi. Nic na to już nie poradzi, czasu nie cofnie. A nawet jeśli by mógł nie zrobił by tego. Był na razie jedyną osobą, która chociaż chwilę rozmawiała z Lucy Joyse. Ten fakt napawał go dziwną satysfakcją. Wiedział, że Harry i Zayn mu zazdroszczą, zawsze rywalizowali ze sobą pod względem zdobywania dziewczyn. Jego do tego nie ciągnęło. Chciał jak najdłużej zostać singlem. Nie obchodziły go słowa przyjaciół, którzy namawiali go do poderwania jakiejś "laski". Był jedynym członkiem zespołu, który zachował cnotę i tak miało zostać. Pierwszy raz miał przyjść z czasem. Co z tego, że miał osiemnaście lat? Był prawiczkiem, nie wstydził się tego. Nie miał ochoty przelecieć pierwszej lepszej, która wskoczy mu do łóżka. Nie tak został wychowany. Jego rodzice zawsze wmawiali mu, że musi szanować kobiety, nawet te puste i zwyrodniałe. Westchnął głośno i położył się na łóżku. Nie miał ochoty na kolacje, co było strasznie dziwne. Zawsze pojawiał się jako pierwszy przy stole. Od kiedy dzielił dom z chłopakami to on wyjadał wszystko z lodówki.
                Harry spacerował po swoim pokoju. Nie chciało mu się nic robić, Liam krzyczał z kuchni, że ma posprzątać w salonie. Po co? Nie spodziewali się gościa. A nawet jeśli? W tym domu mieszkało pięcioro mężczyzn, którzy jak się składa nie dbali o porządek... No może nie wszyscy, właściwie to tylko on sam i Louis mogli funkcjonować w takim bałaganie. 
                No właśnie, Louis.. Od kiedy skończył szkołę zaczął narzekać, że w domu się zanudzi. Liam bezustannie wymyślał mu jakieś zadania, ale nigdy nie miał ochoty ich wypełniać. Większość czasu spędzał przed telewizorem, albo z padem w dłoniach. Nie miał nic lepszego do roboty, a polerowanie zastawy kuzynki żony wujka ze strony ciotecznego brata Liama było raczej nużącym zajęciem. Za każdym razem wyczekiwał powrotu chłopców. Czasami nie wytrzymywał, wsiadał w samochód i jechał odebrać ich spod szkoły , co powoli wchodziło w jego nawyk. Chciał tam wrócić! Dalej się uczyć, nabijać się z ludzi i plotek, jakie krążyły po szkole, nie miał zamiaru myśleć o przyszłości, ale nie miał już osiemnastu lat. 
 -Louie! - krzyknął Harry i wskoczył mu na kolana.
Ten brunecik był dla niego bardzo ważny. Sprawiał, że nawet w najpochmurniejszy dzień słońce przebijało się przez grubą warstwę chmur. Kochał go jak brata, może nawet mocniej. Chciał, żeby Harry był szczęśliwy, ale nie wyobrażał go sobie w związku. Najlepiej czułby się jeśli on i Harry już zawsze byli razem, jak przyjaciele. Objął go w pasie i oparł się brodą o jego bark. 
 -Jak w szkole? - zapytał.
 -Niall złamał obcas tej nowej! - oznajmił szczerząc się jak głupi do sera. 
Lou lubił słuchać jego głosu. Poprosił go, żeby opowiedział mu wszystko, a nie tylko epizod związany z obcasem jakiejś tam dziewczyny. Jeśli chodziło o rozmowę Harrego nie trzeba było długo prosić. Usadowił się wygodniej na kolanach Louisa i zaczął mówić. Tomlinson przymknął powieki i słuchał go uważnie. Najgorsze było to, że Hazza skupiał się głównie na mówieniu o Lucy. Louis czuł dziwne ukłucie w sercu za każdym razem kiedy rozmarzony Harry wypowiadał jej imię. Jakby rozkoszował się samym jego brzmieniem. Nie chciał żeby jego mały Loczek miał dziewczynę...
Lucy wpadła zziajana do szkoły. Podbiegła pod klasę, uczniowie powoli wchodzili do pomieszczenia. Odsapnęła z ulgą i weszła do środka jako ostatnia. Nauczycielka spojrzała na nią z uśmiechem i pokazała jej dłonią jedyne wolne miejsce w tej klasie. Koło Harrego Stylesa. Jakżeby inaczej? Jęknęła głośno, ale nie było innej możliwości. Usiadła obok bruneta w ogóle nie zwracając na niego uwagi. 
-Cześć Lucy - wszeptał Harry.
Nie będę z nim rozmawiać - pomyślała. Ignorowała go. Wsłuchała się uważnie w słowa nauczycielki. 
                Harry starał się jakoś zaczepić Lucy. Przyszło mu do głowy kilka pomysłów, ale wszystkie były raczej zbyt brutalne, jeśli chciał ją przekonać do siebie. Nie mógł ukłuć jej cyrklem ani długopisem. Nie mógł też wydrzeć się na całą klasę, że ma na niego spojrzeć. Miał ograniczone pole manewru. Raczej niemożliwe było wyniesienie jej z klasy, chodziło tylko o to, żeby się do niego odezwała. Nialla zaszczyciła rozmową, no może nie można było tego nazwać rozmową, ale odezwała się do niego. W końcu wymyślił jedyny i niepowtarzalny sposób. Wyrwał ostatnią stronę z zeszytu i nabazgrał na niej kilka słów, po czym ułożył ją na zeszycie dziewczyny. Jak w podstawówce - pomyślał kręcąc głową z niedowierzeniem. Posuwał sie do takich czynów tylko po to, żeby porozmawiać z jakąś tam laską... NIE! Lucy była najgorętszą dziewczyną jaką widział na oczy, no może z kilkoma wyjątkami. 
Dziewczyna pochyliła sie nad kartką i przeczytała słowa Harrego.
                               "Dlaczego tak bardzo mnie nie lubisz?"
Prychnęła. Dlaczego? Bo kiedyś to właśnie on zniszczył jej życie, przynajmniej ona tak to widziała. Ścisnęła mocniej długopis, który trzymała w lewej ręce i odpisała.
   "Nie wtykaj nosa w nie swoje sprawy. Bo jeszcze go gdzieś przytrzasną i co wtedy?"
Przesunęła karteczkę pod jego nos. Chłopak szybko odczytał jej krótki tekst. Pokręcił głową i po raz kolejny napisał co myśli i oddał jej kartkę.
                               "To ze mną porozmawiaj"
Zaśmiała się cicho, ale wrednie. Spojrzała na Harrego tym swoim piorunującym spojrzeniem.
-Nie licz na to - warknęła cedząc każde słowo. 
                W końcu zabrzmiał upragniony dzwonek. Lucy była już spakowana. 
-Możecie już iść. Ymm, panno Joyse - spojrzała na nią nauczycielka. - Ty proszę zostań jeszcze na chwilę. 
Skinęła głową i posłusznie usiadła w ławce, którą opuścił już Harry. Nauczycielka odczekała chwilę, aż klasa opustoszeje i spojrzała na Lucy.
-Posłuchaj, mam do ciebie dwie sprawy. Pierwsza dotyczy języka jakiego chcesz się uczyć. Rozmawiałam z twoją mamą i powiedziała mi, że władasz biegle francuskim. To może chciałabyś uczyć się hiszpańskiego? -zapytała. 
Lucy zastanowiła się chwilę. Była jak najbardziej za, chciała umieć mówić w wielu językach.
-Może być, ale mogę mieć niewielkie problemy. Nie znam nawet podstaw - wymamrotała.
-Nie ma sprawy - nauczycielka machnęła ręką. - Jeśli chcesz znajdę ci jakąś pomoc naukową, jeśli oczywiście nie przeszkadza ci fakt, że będzie to uczeń. - Lucy pokręciła głową, było jej obojętne, kto będzie nauczał ją języka - A teraz druga sprawa. Twoja mama napomknęła mi, że lubisz bawić się w montowanie filmów. - Dziewczyna potaknęła. - Mam do ciebie pytanie. Mogłabyś zrobić taki film o szkolnym boysbandzie, który w tym roku szkolnym niestety zakończył swoją działalność? Mamy nagrane wiele krótkich filmików z ich prób i występów. Do tego mogłabyś nagrać jeszcze kilka śpiewanych przez nich piosenek, albo ich wypowiedzi. 
Lucy pomyślała chwilę. Lubiła zabawę w reżysera i montażystę. Zgodziła się na propozycję. 
-A ma pani może już jakieś materiały? Żebym mogła je przejrzeć - uśmiechnęła sie do nauczycielki. 
Kobieta pokiwała głową i wyciągnęła z szuflady w biurku kilka płyt, na których było wszystko, co posiadała o zespole. Lucy grzecznie podziękowała. 
-Umówię cię na jutro z twoim korepetytorem. W końcu już mamy czwartek - oznajmiła nauczycielka. 
Lucy skinęła głową i wyszła z sali. Miała przed sobą naprawdę duży projekt. Cieszyła się, że to właśnie ją wybrano do montażu filmu.

-*-

*No i jest rozdział :) 
Mam nadzieję , że tym razem też uda się wam dobić do 15 .
Oczywiście , jeśli będzie ich więcej , nie pogniewam się ;) 
*Do osób , które czytają , a nie komentują :
Jeśli nie chcecie komentować , nie będę Was do tego zmuszać , jednakże REAKCJĘ możecie zaznaczyć , na pewno nie jest to jakaś ciężka praca !
*Hmm . torallisx3 - odpowiadając na Twoją prośbę .. Wybacz ! Jednak nie mogę jej spełnić , ponieważ czasem musiałabym bardzo często robić linię przerwy , a byłoby to nieestetyczne . Będę starała się pisać bardziej zrozumiale pod tym względem i mam nadzieję , że w tym rozdziale się nie zgubiłaś ;> 
*Spełniając prośbę destiny pragnę zaprosić Was na Jej blogi, które według mnie są cudowne i naprawdę warte czytania i komentowania ! Podziwiam jej talent ! 
*Chciałabym Wam podziękować za tak miłe słowa , które naprawdę wiele dla mnie znaczą ... To nie jest mój pierwszy blog , jednak pierwszy o delikatnie mówiąc "cięższej" tematyce ... Więc bardzo się cieszę , że komukolwiek się podoba <3
*Ehh . No to się rozpisałam :D Mam nadzieję , że chociaż ktoś dotrwał do końca ;) 


W następnym rozdziale:
[...] -Nie pomyliły ci się czasami domy?
 -Lucy – ofuknęła ją mama.
Brunetka tylko wzruszyła ramionami [...]
 -Co tak stoisz? – Zapytała Juliette. – Wejdź – [...]
 -Taa – mruknęła Lucy. – Chodź do salonu. Skoro już jestem skazana na twoją obecność, to niech to jak najszybciej się skończy. [...]