sobota, 7 lipca 2012

Rozdział 22

          Lou pogładził czule policzek  Harrego, który już od kilku dni pogrążony był we śnie. Tydzień minął jak z bicza strzelił , a on miał do siebie pretensje o to , że prosił Zayna o ciągłe przekładanie przeprowadzki Lexie i Vivianne. Chciał przez cały czas przebywać przy łóżku Harrego.
Tak cholernie za nim tęsknił.
 -Kiedy ty do mnie wrócisz? – zapytał uśmiechając się smutno.
Ujął delikatnie dłoń loczka i pocałował jej wierzch.
 -Kocham Cię, a ty nawet nie możesz się do mnie odezwać.
Bezustannie przyglądał się jego bladej twarzy, łudząc się , że już wkrótce rozpromieni ją najpiękniejszy uśmiech, jaki kiedykolwiek widział w życiu.
          Sobota, była dla niego dniem jak każdy inny, spędzonym przy łóżku Harrego. Przez cały czas trzymał jego dłoń i modlił się, żeby chociaż drgnął. Prosił Boga , żeby jego chłopak otworzył w końcu oczy. Zacisnął z całej siły powieki, oddając się tej cholernej modlitwie. Czuł jak po jego policzku spływa łza. Chwycił w palce rąbek cienkiej kołdry , którą przykryty był Harry.
Poczuł jak czyjaś dłoń ściera z jego policzka kropelkę.
  -Nie płacz. – odezwał się słaby głos .
Louis otworzył gwałtownie oczy, a to co ujrzał doprowadziło go do jeszcze większego płaczu. Ułożył nieporadnie głowę na klatce piersiowej, niczym małe dziecko tulące się do swojej umierającej matki.
 -Nawet nie wiesz jak bardzo za tobą tęskniłem – wymamrotał.
          Harry pamiętał co się stało. Pamiętał dokładnie ten głupi atak , pamiętał płacz Louisa, ale nic poza tym. Cała reszta była dla niego jakąś dziwną tajemnicą. Jakby na jakiś czas urwał mu się film. Kiedy Lou powiedział mu , że leżał przez tydzień w śpiączce , nie mógł w to uwierzyć.
Jeszcze tego dnia czekały go badania. A na dobrą sprawę w poniedziałek miał wyjść do domu.
          Niall uśmiechnął się szeroko do Lucy. W myślach powtarzał sobie , że to jest akurat ten moment, w którym powinien pójść o krok dalej. Dziewczyna wpatrywała się uparcie w ekran laptopa.
 -Lucy. Może wyszlibyśmy gdzieś razem?
Szatynka spojrzała na niego spod byka.
 -Masz na myśli randkę? – zapytała.
Niall niepewnie skinął głową. – Tak, chyba to mam na myśli.
          Lucy milczała. Nie wiedziała  tak naprawdę co ma powiedzieć. Może to był ten moment , w którym miał nastąpić przełom w jej znajomości z Niallem? Ale nie była na to gotowa. Jeszcze nie teraz.
 -Niall, przykro mi, ale jeszcze nie teraz.
Blondyn spuścił głowę.
          Liam już teraz wiedział, że nie spotka Dan. Ostateczny koniec ich znajomości był w środę, kiedy samolot ruszył z pasa startowego, a on siedział w domu wpatrując się w okno. Żałował , że nie poszedł pożegnać się z Danielle. Teraz już było za późno. Od kiedy wyjechała, każdy wieczór spędzał w najróżniejszych knajpkach w Londynie, mając nadzieję, że spotka kogoś godnego uwagi. Kogoś, kto zaprzątnie jego myśli i pomoże mu zapomnieć o Danielle.
Z myśli wydarł go dziewczęcy głos.
 -Liam, prawda?
Otworzył szeroko oczy. Na stołku obok siedziała drobna brunetka, z oczami przykrytymi grzywką. Skinął głową.
 -Catherine? – zapytał, a ta uśmiechnęła się szeroko.
 -Pamiętałeś .
Odwzajemnił drobny geścik. Przyglądał się dziewczynie . Była jakaś… dziwna.
 -Spójrz na mnie – poprosił, a kiedy Cath wykonała polecenie, jego oczy zrobiły się jak pięciozłotówki. – Jesteś naćpana – skomentował krótko.
Brunetka zachichotała głupkowato .
 -Odprowadzę cię do domu – zadecydował i zeskoczył z barowego krzesełka , biorąc ją pod łokieć.
 -Zostaw mnie! – warknęła dziewczyna , ale był uparty.
 -To chodź chociaż się przejść.
Wymamrotała coś niewyraźnie pod nosem, ale stanęła na nogach i posłusznie ruszyła za nim na zewnątrz.
          Prowadził ją przez ulice Londynu. Oboje milczeli.
 -Gdzie mieszkasz ? – zapytał .
 -Na drugim końcu miasta – odparła niemrawo.
Liam zaczerpnął głośno powietrza. Do głowy wpadł mu pewien pomysł, ale był pewien , że dziewczyna się nie zgodzi. W sumie, on sam nie był zbyt skory jej tego proponować. Jednakże nie chciał zostawiać dziewczyny samej na pastwę londyńskiej nocy.
 -Przenocuję cię u mnie – zadecydował , a dziewczyna spojrzała na niego zszokowania.
 -Nie ma mowy, nawet mnie nie znasz – mruknęła.
Liam wzruszył ramionami.
 -Ale ci ufam.
          Catherine przystanęła na propozycję Liama. Z jednej strony nie chciała mu się narzucać , ale z drugiej .. Nie wyobrażała sobie powrotu do domu o tej porze. Była jakby w kropce.
Droga do domu Liama nie zajęła dużo czasu.
 -Tylko bądź cicho , bo wszyscy pewnie już śpią – powiedział.
Pokiwała głową.
Nie miała zamiaru pobudzić całej hołoty . Chciała tylko się zdrzemnąć i ewentualnie wyniuchać, czy Liam ma w domu coś wartościowego, co można by było opchnąć za towar.
Tak, właśnie taka była. Nie interesowało ją to, co pomyśli o niej chłopak, albo jego znajomi. Interesowała ją tylko nowa działka świeżej heroiny, którą będzie mogła wstrzyknąć w żyłę.
          Już od pewnego czasu na zgięciu jej łokcia zaczęły się tworzyć blizny od ciągłego wbijania strzykawek. Chowała je pod długimi rękawami . W domu nigdy nie chodziła w bluzkach krótszych niż trzy czwarte.
 -No, jesteśmy.
Rozejrzała się wokoło i zagwizdała cicho widząc dość spory domek. Ona mieszkała w małym mieszkaniu z matką, choć zazwyczaj nocowała w obskurnych melinach , w których roiło się od narkomanów.  Wnętrze było jeszcze bardziej przytulne, niż to sobie wyobrażała. Liam od razu zaprowadził ją do swojego pokoju i podał krótkie spodenki i koszulkę do spania.
 -Możesz iść się wykąpać, albo coś. Łazienka jest zaraz obok. A ja pójdę przygotować sobie nocleg. – Oznajmił i już chciał się wycofać, kiedy chwyciła go za rękę.
 -Możemy spać na jednym łóżku. – Wzruszyła ramionami. –I tak nas nic nie łączy, a chyba nie boisz się spać z dziewczyną.
Liam pokręcił głową. – Jesteś tego pewna?
 -Jasne, że tak – uśmiechnęła się szeroko i wyminęła go. –Pójdę się umyć.
          Liam przyglądał się śpiącej Catherine. W takim stanie była idealna. Mała, bezbronna dziewczynka. Ideał. Mógłby być dla niej oparciem i pomocą. Byłby na każde jej zawołanie.
Właśnie tak wyobrażał sobie swój związek z Danielle, zanim ta oznajmiła , że wyjeżdża. Ale Cath była inna. Była bardziej rozrywkowa, zadzierała nosa i .. ćpała. Tak, to była jedyna rzecz, która mu się w niej nie podobała. Nie lubił zmieniać ludzi, ale nie chciał, żeby osoby z jego towarzystwa się truły.
Pogładził delikatnie zgięcie w jej łokciu, które pokryte było bliznami po kłuciu .
          Westchnął cicho i czułym gestem zgarnął z jej czoła grzywkę.
Cholera jasna, człowieku. Przecież ty jej nie znasz, a zachowujesz się, jakby była jakąś twoją kochanką – pomyślał i pokręcił głową.
          Następny dzień przyniósł wiele niespodzianek dla każdego. Dom chłopców wręcz eksplodował od pozytywnej energii, jaką rozsiewali domownicy.
Niall niezrażony niepowodzeniem , już od samego rana zabrał się za przyrządzenie śniadania. Podczas kiedy on kręcił tyłkiem nad garnkami, do kuchni wparował Zayn, który jako jedyny nie był w dobrym humorze.
Mulat rozsiadł się wygodnie na stołku i oczekiwał , aż Niall poda mu swoją jajecznicę.
Louis, który wręcz promieniał , pojawił się przy stole chwilę później.
Czekali jeszcze tylko na Liama. Jednak zamiast niego, w drzwiach pojawiła się niska brunetka, w jego spodenkach i koszulce.
 -O.. –przystanęła widząc trójkę chłopaków w bokserkach. – Myślałam , że wszyscy śpią. – Uśmiechnęła się nieporadnie.
 -Liam przyprowadził dziewczynę na noc? – zapytał Zayn, którego szczęka opadła na blat stołu.
Cath zaśmiała się cicho.
 -Nie do końca. Zaproponował mi po prostu nocleg, bo zeszłej nocy nie byłam w najlepszym stanie. – Wyjaśniła modląc się w duchu, żeby chłopacy nie zainteresowali się bardziej jej „stanem”.
Louis pokiwał ochoczo głową i przedstawił wszystkich znajdujących się w kuchni.
 -Jajecznicy? – zaproponował Niall zanim zdążyła się przedstawić. 
 -Ja jestem Catherine – odparła dziewczyna. – I.. Nie dziękuję, nie jestem głodna. Chciałam się tylko napić i zaraz uciekam do domu.

-*-

Zdjęcie Cath dostaniecie jak będę w domu , czyli jakoś w przyszły weekend :D

Chciałabym Was prosić o to , abyście podczas komentowania podpisywali się swoimi nickami na tt , albo chociaż swoimi imionami , jeśli już korzystacie z opcji "Anonim". Bo mam wrażenie , że jest ktoś , kto kilka razy kometuje jeden rozdział..

Wszyscy macie pozdrowienia od jednej z czytelniczek , która ostatnio podpisywała się jako : Piotr z Narnii , ponieważ właśnie siedzi koło mnie i się ze mnie nabija xD Los mnie tak pokarał , że musiałam przejechać tak koło kilkuset kilometrów , żeby ją spotkać :D

Kolejną sprawą jest to , że chcemy zrobić twitcama , z tym , że niewiemy , czy to się opłaca i ilu będzie obserwatorów :D Zaproponujcie jakąś datę , czy coś :D Oczywiście na pytania w związku z blogiem też będę odpowiadać , jeśli król Piotr Wspaniały z Narnii się na to zgodzi XDDD

Od teraz ustalam granicę 20 komentarzy...



środa, 4 lipca 2012

Rozdział 21

           Niall siedział przy Lucy tak długo , aż nie zasnęła . Przez cały czas opowiadał jej o sobie , ponieważ właśnie o to poprosiła . Starał się jak najbardziej ograniczyć dotykanie jej , ale mu nie wychodziło . Co chwilę dotykał jej policzka , albo chwytał za rękę . Kiedy zrozumiał , że śpi wymknął się na palcach z pokoju i popędził na dół , do kuchni , bo właśnie tam powinna właśnie być matka Lucy .
Zapukał w futrynę , a Juliette drgnęła ze strachu .
-Przepraszam , mogłaby pani ze mną porozmawiać ? – zapytał cicho , a Juliette pokiwała głową i pokazała mu , że ma usiąść przy stole .
Chłopak posłusznie cupnął na krzesełku , a kobieta naprzeciwko niego .
-Lucy , wczoraj wieczorem jeszcze czuła się świetnie . Wie pani może co się z nią dzieje ? – zapytał patrząc na swoje splecione na stole dłonie .
Juliette westchnęła cicho .
-Nie chcę nic mówić , żeby nie wykrakać , ale Niall .. Proszę .. Zaopiekuj się nią .
Blondyn spojrzał na matkę Lucy . W jej oczach zbierały się łzy . Nie mógł tego zrozumieć . Przecież to było coś na kształt grypy żołądkowej , czy zatrucia .. Chyba , że … NIE ! Nie mógł myśleć o czymś takim.
Pokiwał głową .
-Obiecuję . – Wyszeptał uśmiechając się pocieszająco i wstał –Pójdę do niej .
Chłopak chciał o czymś pomyśleć , ale najpierw musiał zobaczyć co z nią . Wparował do pokoju . Myślał , że szatynka śpi … Ale nie spała . Stała odwrócona tyłem do niego , wpatrywała się w coś za oknem , nawet nie zauważając jego przybycia .
Miała na sobie szeroką , prześwitującą bluzkę , ledwo zakrywającą pośladki i odkryte jedno ramię . Uśmiechnął się pod nosem i najciszej jak potrafił zbliżył się do niej , obejmując ją w talii . Nie odtrąciła go . Pochylił się i musnął ustami nagą skórę jej ramienia , po czym oparł się o nie brodą .
-Jak się czujesz ? – zapytał szeptem .
            Lucy uśmiechnęła się pod nosem . Czuła się źle i strasznie słabo , ale Niall sprawiał , że miała ochotę wstać i przeciwstawić się wszystkiemu . Cofnęła się nieco , wtulając w pierś blondyna .
-Lepiej . – Skłamała .
Obecność Nialla działała na niego jak kofeina . W każdej chwili i nawet w najgorszym momencie mógł postawić ją na nogi .
Poczuła jak chłopak odgarnia z jej twarzy grzywkę .
-Nie kłam . – wymruczał .
Szatynka odwróciła się i spojrzała w jego oczy . Błękitna , szklana tafla . Otchłań . Zerknęła na malinowe usta Nialla . Ułożyła dłonie na jego piersi i wspięła się na palce.
            Blondyn pochylił się i musnął jej wargi . Zanurzył palce w jej gęstych włosach . Czuł jak kąciki jej ust unoszą się ku górze . Sam walczył z pokusą uśmiechnięcia się . Drugą dłonią objął ją w talii i przyciągnął bliżej , tak , że stykali się ciałami .
Teraz już musi być dobrze , pomyślał .
            Zayn postanowił zostać na noc w Bradford . Chciał zobaczyć się z siostrami . Porozmawiać z nimi . Tak dawno nie widział Waliyah . Stęsknił się za tym małym gburem , który czasem doprowadzał go do szału.
Zanim jeszcze to się stało , odwiózł Lexie , Emily i Vivianne do domu , rudowłosa obiecała mu , że się spakuje i postara się załatwić przewóz potrzebnych mebli . Zgodził się , bo wiedział , że nie warto sprzeczać się z Lex .
            Kiedy był już w rodzinnym domu , usiadł wygodnie w salonie , pogrążając się w rozmowę z Trishą . Z początku , tematy były banalne . Szkoła , chłopaki .
-Jesteś pewien , że chcesz ciągnąć Lexie i Annie do Londynu ? – zapytała w końcu , a Zayn tylko skinął głową .
To było dla niego jedyne wyjście z sytuacji . Pragnął mieć zarówno Lexie , jak i Vivi przy sobie .
            Harry siedział naburmuszony , przyglądając się spode łba , jak Louis pichci obiad . To było zawsze jego zadanie , ale tym razem Louie uparł się , że on coś ugotuje . A przecież nie potrafił nawet zagotować wody w czajniku !
-A mogę ci chociaż pomóc ? –zapytał .
Lou pokręcił głową .
-Patrz i ucz się .
Uniósł patelnię z zamiarem przerzucenia naleśnika , ale podrzucił go za mocno i nie zdołał złapać , dlatego też wylądował na posadzce , co spowodowało wybuch śmiechu Hazzy . Brunet omal nie turlał się po stole .
-Spadaj – mruknął Louis i wyłączył kuchenkę, przez co Harry znowu się zaśmiał .
Szatyn prychnął i wyszedł z kuchni .
            Loczek pokręcił głową z dezaprobatą i zeskoczył ze stołu . Miał zamiar skończyć to , co zaczął Lou , a później iść w łaskę do pana i błagać o wybaczenie . Zaśmiał się pod nosem i zabrał się za smażenie naleśników .
            Ułożył na talerzu górę placków i polał je syropem klonowym , po czym poszedł do salonu . Louis siedział na sofie i wystukiwał coś zaciekle na klawiaturze telefonu . Harry westchnął cicho i położył talerz na stoliku , po czym usiadł obok Tomlinsona.
-Wybaczysz mi moje niegodziwe zachowanie ? – zapytał , a szatyn nawet nie zwrócił na niego uwagi .
Uśmiechał się do telefonu , jakby była to żywa istota i w dodatku mogąca sprawić , że będzie szczęśliwy .
Harry zmarszczył brwi .
-Lou?
            Nadal cisza . Szatyn odłożył telefon na bok i rozejrzał się po pokoju z głupkowatym wyrazem twarzy , w ogóle nie zauważając Loczka . Rozległ się dźwięk przychodzącej wiadomości . W oka mgnieniu telefon znalazł się w ręce Lou .
            Harry warknął coś pod nosem i podniósł się z sofy . Chwycił leżącego na stole pilota i usiadł na znajdującym się nieopodal fotelu , po czym włączył telewizor . Jednak program , który wyświetlał się na ekranie w ogóle go nie interesował . Cały czas spoglądał na Louisa , który bez przerwy wysyłał sms-y szczerząc się jak idiota do telefonu . Raz miał wrażenie , że usłyszał ciche „aww”. Tego było za wiele.
-Louis! Z kim ty do cholery piszesz ! – wydarł się na cały dom .
-Nie twoja sprawa , Harry – warknął Louie i wstał , po czym skierował się ku drzwiom .
Wrócił tak szybko jak wyszedł , tym razem z górą kanapek na talerzu ..
Harry poczuł ukłucie . Przecież zrobił mu naleśniki … Spuścił wzrok na trzymanego w dłoni pilota . Wczorajsza noc spędzona w jego objęciach wydała się nagle tak odległa . Wypowiedziane przez Louisa słowa okazały się rzuconymi na wiatr . Harry westchnął cicho i wyłączył telewizor , po czym pomaszerował do pokoju .
Chciał jeszcze zerknąć na Louisa , kiedy poczuł dziwne nerwy przechodzące po ciele . Oparł się o futrynę w drzwiach i sapnął cicho . Próbował się jakoś otrząsnąć , ale z każdą chwilą było coraz gorzej.
-Lou . Pomóż … - reszta słów ugrzęzła mu w gardle , a sam osunął się na podłogę .
            Dla Louisa to był szok . Był sam w domu , bo Liam pojechał na zakupy . Zerwał się z kanapy i od razu postąpił tak jak mu wytłumaczył Harry . Usiadł na podłodze i ułożył głowę Loczka na swoich udach . Walczył z pokusą zadzwonienia po pogotowie , ale Hazza wyraźnie mu zabronił . Chciał znaleźć się gdzieś indziej , w krainie , w której wszystko jest kolorowo , nie ma chorób , ale odgłosy , jakie wydawał Curly sprawnie przywracały go na ziemię .
            Liam ostatni raz rzucił okiem na pogrążonego w śnie Hazzę, pożegnał się z Lou i wyszedł z pokoju szpitalnego . Miał już dość przebywania w tym przesyconym zapachem choroby miejscu . Na odległość śmierdziało śmiercią. OIOM - najgorszy oddział w całym szpitalu. Lekarze mówili , że stan Harrego nie jest aż tak zły , ale wolą trzymać go tutaj , bo w każdej chwili może się coś zmienić . Szatyn chciał już być w domu . Odpocząć od tego miejsca . Był pełen podziwu do Louisa , który spędzał tam prawie cały dzień i najchętniej siedziałby tam jeszcze po nocy . Od trzech dni wracał do domu bardzo późno i skoro świt już go nie było . Był zbyt bardzo zajęty sprawowaniem opieki nad Hazzą . W szpitalu starał się pokazywać siłę . Nie pozwalał sobie na choć chwilę słabości . Gorsze były godziny snu . Liam słyszał jak Louis szlocha w poduszkę , ale nie potrafił mu pomóc , w szczególności dlatego , że Louis sam tego odmawiał . Dawał im wyraźnie do zrozumienia , że nie chce zobaczyć w ich oczach współczucia .
            Liam nie znosił szpitali . Dla niego było to miejsce zapowiadające rychłą śmierć . Może dlatego , że sam w dzieciństwie spędził tam mnóstwo czasu na dializach i innego rodzaju zabiegach czy badaniach. To właśnie wtedy zraził się do lekarzy i pielęgniarek , bo to tylko oni mogli zdecydować o jego losie , tak samo było z innymi ludźmi . Wystarczył jeden zastrzyk , odłączenie od jakiś rurek , a mogli ulżyć w cierpieniu . Potrafili tylko zabijać .
Szatyn westchnął cicho i skupił się na drodze . Układał w głowie plan na dzisiejsze po południe : pozamiatać , umyć podłogi , pozmywać , zrobić pranie . To był jego sposób na zapomnienie o osobie którą kochał , a bał się do tego przyznać . Pucowanie paneli było jedyną możliwą czynnością pozwalającą mu , choć na chwilę oderwać od niej myśli .
Danielle .
To imię bezustannie krążyło po jego umyśle . Przed oczami miał jej uśmiech , oczy . Jutro miała wylatywać . Już jutro musiała pożegnać się z dotychczasowym życiem w Londynie .
            Ktoś za nim szedł . Słyszał dochodzącą skądś głośną rozmowę , śmiechy i ciężkie kroki . Nie miał zamiaru przyspieszać . O tej porze na ulicy chodziło mnóstwo ludzi , więc co mogła mu zrobić grupka dzieciaków ? Zerknął przez ramię i przystanął . W towarzystwie była ta sama dziewczyna , którą uratował w ciemnym zaułku . Blada czarnulka ubrana w obcisłe czarne rurki i czarną koszulkę . Na stopach miała glany tego samego koloru co reszta jej stroju . W ręce trzymała butelkę piwa , tak jak reszta jej towarzyszy .
            Liam otrząsnął się i nakazał sobie iść dalej , powtarzając , że nie jego sprawą jest to , co robi jakaś małolata . Nagle rozległ się dziewczęcy głos .
-Chodźmy do Johna ! Obiecał , że dowiezie jakiś towar! - Liam zerknął przez ramię .
Wysoka blondynka patrzyła na swoich przyjaciół błagalnie .
Szatyn westchnął cicho i przyspieszył kroku.
            Czarnowłosa spojrzała na Carlosa z kpiną . Jak on mógł nie wierzyć w jej możliwości?
-Przecież mówię , że to zrobię - fuknęła na niego zakładając ręce na piersi , tak , że butelka z piwem obijała się o jej brzuch .
-Nie wierzę ci - mruknął chłopak .
-Chcesz się założyć ? - uniosła brwi .
-O co ?
Przewróciła oczami . Wiedziała , że to jest jedyny sposób , żeby zdobyć to , czego pragnęła .
-Feta - zaproponowała uśmiechając się idiotycznie .
Carlos zmarszczył brwi , musiał się zgodzić . Był gotów zrobić wszystko , byle tylko zdobyć świeży towar .
-Dobra . - Wyciągnął w jej kierunku dłoń , którą od razu ujęła . - Matt ! Przetnij ! - zażądał .
            Liam miał już skręcać w swoją ulicę , kiedy poczuł jak ktoś chwyta go za rękaw . Zerknął przez ramię , po czym zmarszczył brwi .
-Co ty tu .. - zaczął , ale czarnowłosa uśmiechnęła się szeroko i wyciągnęła w jego kierunku dłoń .
-Jestem Catherine , a ty ?
Szatyn przyglądał jej się zszokowany .
-Liam - uścisnął jej dłoń , a na jej twarzy wykwitł najpiękniejszy uśmiech jaki widział w życiu .
-Masz ochotę na piwo ? - zaproponowała machając mu przed nosem już na wpół opróżnioną butelką.
Chłopak patrzył na nią spode łba .
-A ty powinnaś w ogóle teraz pić ?
Jej uśmiech zmienił się w grymas .
-Przepraszam , że spytałem - Liam uniósł ręce . - Ale wydawało mi się , że po pobycie w szpitalu trzeba na jakiś czas odstawić używki i alkohol - wzruszył ramionami . - Na razie Cath .
Odszedł nie oglądając się za siebie .
         W tym właśnie momencie twarz Catherine zmieniała się z sekundy na sekundę . "Skąd on to wiedział?!" - zapytała samą siebie .
-Kurwa mać , przegrałam - mruknęła pod nosem i wróciła do swoich przyjaciół. 
-*-
Cześć wszystkim .
Uwielbiam ten rozdział . Bo coś się w nim dzieje :) 
Mam nadzieję , że Wan też przypadnie do gustu .

A teraz sprawa organizacyjna.
Pod ostatnim rozdziałem było 14 komentarzy . 
Serio ?
Tylko tyle osób czyta mojego bloga?
Przecież jest 38 obserwatorów , tyle wejść , a 14 komentarzy? 
Nie zaszantażowałam i od razu ilość komentarzy maleje . 
TAK WIĘC NASTĘPNY ROZDZIAŁ DODAM JAK BĘDZIE MINIMUM 18 KOMENTARZY
Miłych wakacji Wam życzę:D
Do następnego ?
Najimi 

W następnym rozdziale:

-Lucy. Może wyszlibyśmy gdzieś razem?
Szatynka spojrzała na niego spod byka. 
 -Masz na myśli randkę? – zapytała. 
Niall niepewnie skinął głową. – Tak, chyba to mam na myśli.